Powiedz życiu „TAK” czyli o tym, jak porzucić niespełnione marzenia

with Brak komentarzy
„Kiedy Bóg zamyka drzwi to otwiera okno.” Lubimy zalajkować ten napis na FB. Wzruszyć się na pół minuty, jak go słyszymy. Pomyśleć-„tak, dokładnie tak!”, żeby po chwili zapomnieć. Bo w prawdziwym życiu bywa całkiem inaczej.

Miesiącami albo latami wpatrujemy się w zamknięte dla nas drzwi. Próbujemy czarować, afirmować, błagać i rozmyślać dlaczego one wciąż są zamknięte i co jest z nami nie tak. Złościć się, tupać nogą, płakać. Tymczasem nic z nami nie jest ‚nie tak’. Wszystko jest tak. Tylko zdarza się po prostu, że ktoś lub coś nie jest dla nas. Im szybciej zintegrujemy sobie tę życiową prawdę tym lepiej. Dostajemy czasem tak wyraźne znaki, że nasze starania są w jakiejś kwestii zupełnie bez sensu a jednak nie umiemy odpuścić. Może podążamy wtedy za pragnieniem naszego wewnętrznego dziecka, które po dziecięcemu marzy o szczęśliwym zakończeniu, którego nie doświadczyło w dzieciństwie? No wiesz, wtedy kiedy tak bardzo starałaś się, żeby zasłużyć na uznanie i miłość wciąż niezadowolonego z ciebie rodzica. Może więc teraz kiedy jakiś ON mówi ci-„spadaj” (nie mówię, że wprost ale jednak mówi;) to ty irracjonalnie odpowiadasz sama sobie-„Ależ nieeeeee, on mnie na pewno pokocha tylko po prostu muszę się zmienić. Być jeszcze fajniejsza, ładniejsza, szczuplejsza, milsza, bardziej znać się na fizyce kwantowej i przestać być taka nieznośna.” Och jak cudownie byłoby zaznać wreszcie tego happy endu i nagrody za wytrwałość, prawda?.

Bywa, że nie możemy oderwać się od tych cholernych, zamkniętych drzwi bo poddajemy się tzw. efektowi utopionych kosztów. Czyli im więcej poświęcisz czemuś (komuś) czasu, energii, pieniędzy tym trudniej ci z tego zrezygnować. Co ważne, pomimo tego, że racjonalnie wiesz, że już dawno powinnaś to zrobić.

A może te zamknięte drzwi kręcą tylko dlatego, że są zamknięte a to co znajduje się za nimi wcale nie jest takie fajne?

A może te drzwi są dla nad wymówką? „Gdyby te drzwi były otwarte to byłabym taka szczęśliwa! Wstawałabym codziennie o 5:30, biegała po łąkach, jadła zdrowe śniadania, chodziłabym na fitness i salsę, schudła, dokończyła naukę francuskiego, podróżowała, systematycznie pracowała i sprzątała i prasowałabym wieczorem ubrania na następny dzień!. Och jakie miałabym świetne i aktywne życie gdyby te drzwi stały dla mnie otworem! No ale że są zamknięte to nie robię tych wszystkich rzeczy tylko patrzę na te drzwi i czekam aż się otworzą. To nic, że już trzeci rok, wiesz…”

Naprawdę nie warto tracić czasu na zamknięte drzwi. Nie warto. Nikt ci potem tych dni nie odda. Mroźnych, słonecznych, ciepłych, pięknych, szarych, deszczowych. Tych straconych godzin. NIE ODDA CI NIKT. Ani jednej minuty podczas której wpatrywałaś się w te drzwi a mogłaś być zupełnie gdzie indziej, szczęśliwa i spełniona.

I nie dostaniesz nagrody za cierpienie i ilość wylanych łez. I nikt tego nie doceni.

Oczywiście, mamy prawo a nawet obowiązek wobec siebie, pozwolić swoim własnym uczuciom wybrzmieć. Ale jest cienka granica pomiędzy wybrzmieniem naszych trudnych uczuć a nakręcaniem się we własnym nieszczęściu i generowaniem własnego cierpienia.

Zamknięte drzwi bolą, to prawda. Trzeba dać sobie chwilę na wypłakanie, niezgodę, ból i gniew i na pożegnanie się z marzeniem. Ale potem, potem zostaw już te drzwi i patrz, gdzie życie mówi do ciebie – chodź, zapraszam, tu jest otwarte.

Trudno podjąć tę decyzję z perspektywy kanapy, zasłoniętych żaluzji, płaczu, który trwa już kolejny dzień. Na tej kanapie może ci się wydawać, że już nigdy nie będziesz szczęśliwa, ze już wszystko skończone, że już nigdy się nie uda. To wszystko jednak bzdury. Trzeba tylko dać sobie szansę. Otworzyć się na inne rzeczy. Gdzieś tam w świecie, czasem bliżej, czasem dalej, czasem naprawdę na wyciągnięcie ręki, są otwarte dla nas drzwi. Ludzie przy których będziesz płakać ze śmiechu, miejsca w których będziesz czuć się dobrze i bezpiecznie, zajęcia, które sprawią, że rozkwitniesz, mężczyzna, który powie- „kocham cię i chcę z tobą być” – nie dodając po chwili słynnego ‚ale’…ale nie mogę bo mam żonę, jadę na pięć lat na tajną misję do Zimbabwe, nie jestem gotowy, jestem w terapii, na razie rozkręcam firmę (niepotrzebne skreślić).

Zapłakana dziewczyno z kanapy! Nie daj sobie zepsuć życia własnymi rękami. Wywal te papierki po batonikach (po tych, co się nimi pocieszasz i wciąż pozostajesz niepocieszona), idź do fryzjera, zrób sobie blond albo czekoladowe ombre. I usłysz tę prawdę, że masz w sobie moc, tak jak każdy. Moc, źródło życia, siłę do działania. Trzeba tylko chcieć z tego skorzystać, dać sobie szansę. Pożegnaj niespełniona marzenia i żyj! Wbrew wszystkiemu co się nie udało i co nie zadziałało. Tyle piękna i dobra czeka na ciebie. Powiedz tylko temu ‚tak’!