Czy wiesz o czym milczy Twój facet?

with Brak komentarzy
Rozmawialiśmy niedawno w gronie przyjaciół o miłości. Towarzystwo mieszane, zarówno pod względem płci, jak i statusów związkowych. K. opowiedział o chwili, kiedy nabrał absolutnej pewności, że ma przy sobie wspaniałą kobietę i że ich związek jest najlepszą wersją z możliwych.

„Zaliczyłem kiedyś naprawdę dużą stratę w biznesie. Trwała dobra passa, firma się rozwijała, inwestowałem w nowe projekty, wszystko się udawało. Ten jeden felerny projekt był obarczony dużym ryzykiem ale pomimo to wierzyłem, że to będzie kolejny sukces. Po kilku miesiącach bardzo intensywnej pracy okazało się, że się pomyliłem. Zamiast sukcesu, porażka roku. Straciłem naprawdę sporo pieniędzy. Oprócz tego mnóstwo czasu, energii i perspektywę długofalowej współpracy z wielką firmą. Każda z tych strat mnie bolała. Miałem wrażenie, jakbym się cofnął na swojej zawodowej drodze o kilka lat. Kompletnie mnie to rozwaliło.

Kiedy wróciłem do domu po wielogodzinnych rozmowach w pracy, wyczerpany i zdołowany, nie byłem w stanie wydusić ani słowa w odpowiedzi na pytanie-i co? Usiadłem i zacząłem płakać. Nie jestem jakimś nadwrażliwcem, nie płaczę przy byle okazji. Ale wtedy jedyne co byłem w stanie zrobić to rozpłakać się. Czułem się, jak rozjechany walcem. Złość i bezsilność, poczucie porażki, okropny miks uczuć i odczuć. Wiedziałem też, że cała ta sytuacja zaburzy jakoś finansowe zabezpieczenie naszej rodziny i to najbardziej mnie martwiło. A Marta? Marta złapała mnie po prostu za rękę i siedzieliśmy tak w ciszy ze dwie godziny.

Nie chciałem pocieszania, dopytywania ani bagatelizowania. Chciałem, żeby była ze mną w tym trudnym momencie jak przyjaciel. I dostałem to. Miałem poczucie, że w pełni mnie wtedy przyjęła dokładnie takiego jakim jestem. Tak, zazwyczaj świetnie sobie radzę, jestem zaradny, mam pomysły, wiele rzeczy mi się udaje. Ale bywa tez, ze coś nie wychodzi i poczucie, że ona to rozumie bez zbędnego zdziwienia ani użalania się nade mną (ani nad sobą) było dla mnie niesamowicie ważne. Mogłem na chwilę się załamać bez obawy, że ona tego nie udźwignie. Nie musiałem być rodzicem, który jest zawsze silny i dzielny. Byłem facetem, który był wtedy kompletnie rozwalony. I miałem przy sobie partnerkę, której nie musiałem podtrzymywać. To trwanie w tej ciszy bez zbędnego zagadywania naszych trudnych uczuć(moich i jej) było najlepszym, co wtedy mogło się zdarzyć. Po prostu była ze mną w tej chwili, ramie w ramię.

Zawsze kiedy sobie o tym przypomnę kocham ją jeszcze bardziej. Oczywiście to nie jedyna sytuacja kiedy ona zachowała się wspaniale ale najtrudniejsza dotychczas jaka nas spotkała.”

To wyznanie skłoniło mnie do refleksji nad rolą, jaką pełni mężczyzna. Rolą, którą wymyślamy dla niego my, kobiety.

Jest pewna grupa kobiet, które z rożnych powodów pozwalają sobie na bylejakość relacji i to nie o nich jest ta opowieść.

Bo jest też wiele kobiet, których lista żądań jest bardzo długa. Zaczyna się jeszcze w czasach kiedy ona jest singielką. Siedzi zdołowana i marzy o miłości. „Nic mi się nie chce, moje życie jest bez sensu, jestem taka samotna, w weekendy siedzę sama w domu bo nie mam faceta!” W domyśle  -zjaw się wspaniały człowieku, bądź mądry, wrażliwy, z poczuciem humoru, zaradny, zakochaj się we mnie i nadaj memu życiu sens. Bez ciebie oto właśnie leżę na kanapie kolejną godzinę i nie chce mi się nawet przygotować dla siebie porządnego śniadania. Btw. zawsze mnie smuci jak słyszę, że ktoś mówi, że nie warto gotować tylko dla jednej osoby czyli dla siebie. Naprawdę dopiero jak będziesz w związku, będziesz warta tego, żeby zjeść zdrowy i smaczny posiłek? Hm.

Potem jak ten ON już się zjawi, do listy dopisujemy kolejne punkty – bądź czuły, wspieraj, kochaj, komplementuj, baw mnie, organizuj, motywuj, zgaduj czego chcę i o czym myślę, wysłuchaj jakie mam problemy-samą ze sobą, w pracy, z przyjaciółką, matką i psem. Zapełnij całe moje życie!

Zamieniamy czasem naszego partnera w przyjaciółkę (to trochę inna funkcja niż przyjaciel), terapeutę, doradcę, spowiednika, ojca, brata, wodzireja, organizatora. Baw mnie, kochaj, wspieraj, No dalej, jeszcze bardziej, to za mało!

Nie wyczułeś mojego smutnego tonu kiedy dzwoniłam z pracy? Jak mogłeś?

Wiem, że nie wynika to z naszej zlej woli. Często nie jesteśmy nawet świadome, ze tak się zachowujemy. Może to wszystko dlatego, że większość z nas nosi w sobie wiele braków. I pragniemy, żeby ten ktoś najbliższy, ten ukochany człowiek nakarmił nas wszystkim tym czego jesteśmy tak bardzo głodne. Tyle, że od tego już krok do przedmiotowego traktowania drugiej strony. Obrażamy się kiedy on nie stanie na wysokości zadania, kiedy nie spełni jakiejś potrzeby, wycofujemy się, wymierzamy subtelne kary – brakiem ciepła czy czułości. Jak śmiałeś nie spełnić mojego pragnienia?!

Przyjaciółka wspomniała swoją historię:

„Miałam kiedyś słabszy dzień. Najpewniej pms połączony z jesienną chandrą. Bardzo wtedy potrzebowałam uwagi od mojego partnera, miłego słowa. Jako świadoma siebie kobieta, komunikująca swoje potrzeby powiedziałam mu o tym. A on jakoś nie zauważył, nie usłyszał, nie powiedział tego co chciałam. Obraziłam się. Ale po kilku godzinach wróciłam do rozmowy by zamiast mało niedojrzałego obrażania, dojrzale powiedzieć – sprawiłeś mi przykrość bo potrzebowałam tego i tego a ty mi tego nie dałeś. A przecież powiedziałam wprost czego potrzebuję!

Och, jaka byłam z siebie dumna, że tak dojrzale podeszłam do sprawy. A mój partner powiedział-wiesz co? drugi tydzień pracuje po 12 godzin dziennie, mam mega stresy w pracy, nie chodzę na siłownię, nie biegam, nie odreagowuję, nie mam czasu na nic poza pracą i domowymi obowiązkami. Siedzę tu i wkurzam się na to wszystko. Dziś mam wyjątkowo ciężki dzień i nie mam zasobów, żeby zająć się twoim dołem.

Kurtyna. Było mi głupio. Taka byłam z siebie zadowolona a okazało się, że w pogoni za swoimi sprawami i w tym samouwielbieniu, jaka to jestem dorosła, nie zauważyłam w jakiej formie jest mój kochany facet. A umówmy się, na ten moment jemu było trudniej niż mi.”

Nikt z nas nie jest pępkiem świata a inni ludzie nie są tylko po to, żeby spełniać nasze zachcianki i pragnienia. Oczywiście, w związkach ma miejsce wymiana. Dajemy sobie nawzajem różne rzeczy i to jest piękne. Ale niech to nie będzie dawanie i branie z ołówkiem w ręku. Nie bądźmy roszczeniowe.

Spełnianie pewnych naszych oczekiwań traktujemy, jako oczywistość. Od prozaicznego-wyrzuć pająka z naszej sypialni bo ja się boję, odkręć słoiki bo ty przecież jesteś ten silniejszy, nieś nasze walizki, remontuj, przesuwaj te graty, maluj, do poważniejszych: kłopoty finansowe? – wymyśl coś, działaj, zarabiaj, jesteś przecież facetem! Dziecko ciężko choruje? – ona wyje, on oprócz tego, że też wyje (choć nie zawsze na głos) musi jeszcze wesprzeć ją bo przecież jest facetem!

I cała masa emocjonalnych potrzeb – ‚rodzice mnie nie kochali tak, jak powinni, miałam za mało ciepła, za dużo krytyki, przytul mnie, opiekuj się, bądź czuły ogromnie, zapewniaj o miłości, dawaj dowody, mnóstwo dowodów a właściwie to-przejdź ze mną te wszystkie rozwojowe fazy, których nie przeszłam z rodzicami bo byli nieudolni;)

Inna przyjaciółka przez pewien czas była jedynym żywicielem rodziny (mąż zachorował, nie mógł pracować, nie miał prawa do żadnych świadczeń) i był to dla niej tak stresujący czas, że jak już się skończył to powiedziała – nigdy więcej! „Nie wiem jak faceci to wytrzymują. Ta świadomość, że wszystko, cała rodzina opiera się tylko na mnie! Że jak popełnię błąd, coś się nie uda w pracy, to zostaniemy z niczym, była okropna. nie do zniesienia. A ilu mężczyzn funkcjonuje w ten sposób?”

Jasne, czasem tak trzeba albo tak właśnie para urządza sobie życie. On pracuje, ona zajmuje się domem i dziećmi. Tyle tylko, że jest to dodatkowy czynnik stresowy dla niego.

Związki partnerskie to nie tylko równy podział praw i obowiązków namacalnych i materialnych. Ty zmywanie, ja gotowanie, pół na pół opieka nad dziećmi, ty masz swojego squasha a ja swoją zumbę. Warto przyjrzeć się czy partnerstwo ma miejsce też na tym głębszym poziomie. Czy widzisz swojego partnera/ męża, jako człowieka a nie cyborga do wypełniania zadań. Bo cyborg nie ma prawa zawieść. A człowiek bywa kruchy, słaby, czasem ma dość, czasem nie umie, czasem czegoś nie zauważy, czasem zdezerteruje.

My kobiety od małego trenujemy się w obchodzeniu z własnymi emocjami. Te zwierzenia, godzinne rozmowy z przyjaciółkami – „a on wtedy to a ja to, a poczułam się tak a potem było mi przykro a matka powiedziała mi tamto”. Rzadko który mężczyzna ma możliwość tak otwarcie mówić o swoich uczuciach.

Mężczyznom nie pomaga ani biologia ani kultura. To trzymanie emocji w sobie, ściganie się z innymi facetami, rola społeczna, która nakazuje im być tym silniejszym – robi mi się słabo jak pomyślę, że miałabym tak żyć.

I empatycznie zasmuca mnie ich wewnętrzna samotność, ta samotna walka.

Zobaczyć człowieka w mężczyźnie. To dla niektórych nowość i wyzwanie. Człowieka, który nie jest ze stali, któremu bywa ciężko chociaż nic nie mówi.

Kocham to, że zawsze mogę liczyć na swojego partnera. Że przegaduje ze mną moje sprawy, że mnie rozśmiesza kiedy mam doła, przytula kiedy ryczę, wysyła wspierające smsy, kiedy mam ważne spotkania w pracy. I zastanawiam się ile razy, zupełnie niechcący nie usłyszałam o czym on milczał i nieświadomie wykorzystałam tę naturalną skłonność mężczyzn do milczenia na swój temat, do tego, żeby uznać, że skoro on nic nie mówi to znaczy, że wszystko u niego w porządku. Świetnie byłoby być na tyle uważną i kochającą, żeby wiedzieć i rozumieć. Czytać między wierszami i wesprzeć wtedy kiedy on tego potrzebuje. Dać mu przestrzeń na to, żeby poczuł się na tyle bezpiecznie, żeby się otworzyć i odsłonić. Szczególnie to, co jest dla niego trudne i z czym jest sam.

Mężczyzna nie może być naszym wszystkim. To bycie wszystkim nie jest dobre ani dla kobiety ani dla mężczyzny. Chcesz mieć dobrego partnera to bądź dobrą partnerką. Partnerką, nie córką, matką, szefową.

Ten tekst nie jest o tym, żeby od partnera nie wymagać. Ani o tym, żeby nas kobiety oskarżać, że znęcamy się nad biednymi facetami. I pewnie mało która kobieta mieści w sobie te wszystkie opisane ‚przewinienia’. A jednak mam wrażenie, że w jakiejś mierze ten tekst dotyczy wielu z nas. On jest raczej o tym, żeby spojrzeć na siebie i zastanowić się, które z naszych potrzeb są tylko nasze i same możemy je zrealizować. Których nigdy nikt nie zrealizuje bo czas dzieciństwa już minął i nie wróci. Które można realizować z przyjaciółkami albo fachowcami od danego problemu. I z którymi można zwrócić się ku partnerowi. Widząc w nim ukochanego człowieka i dając mu to, co samej chce się otrzymywać. Wyjdźmy sobie na przeciw, empatycznie i czule. Nie tupmy nogą i nie żądajmy. Zamieńmy to swobodny przepływ miłości, partnerskie branie i dawanie.